Czy trucizna może być lekiem? Brzmi niepoważnie i samo sobie przeczy, ale w przypadku botoksu, zwanego jadem kiełbasianym, sprawa przestaje być taka oczywista. Botoks jest bowiem z jednej strony produktem bakterii Clostridium botulinum żyjących w rozkładającym się mięsie oraz silną toksyną, ale z drugiej - podany w odpowiednik ilościach - działa znieczulająco, gdyż jako neuroprzekaźnik oddziałuje na zakończenia nerwowe.
Historia botoksu liczy już ponad 110 lat. Bakterie wywołujące zatrucie odkrył w 1897 roku belgijski bakteriolog Emile Pierre van Ermenghen. Prawie pół wieku później w amerykańskim ośrodku badawczym po raz pierwszy wyizolowano botulinę z hodowli. Pierwotnie jad kiełbasiany był wykorzystywany jako broń biologiczna.
Historia botoksu zmieniła się w latach 70. XX wieku. Wówczas zaczęto używać toksyny do celów terapeutycznych. Najpierw leczono nim zeza oraz schorzenia powstałe wskutek porażenia mózgowego i inne choroby o podłożu neurologicznym.
Później jad kiełbasiany zaczęto stosować w medycynie estetycznej, ale upiększające właściwości trucizny odkryto przypadkiem - w trakcie leczenia bolesnych skurczów mięśni twarzy. Po wstrzyknięciu botoksu w okolicach oczu okazało się, że zmarszczki mimiczne znacząco się wygładziły (głębokie bruzdy) albo zniknęły (płytsze zmarszczki).
Tak zaczęła się wielka historia botoksu, który jest dziś powszechnie używanym w kosmetologii preparatem. Cyklicznie aplikują go sobie gwiazdy show-biznesu, aktorzy, piosenkarze, prezenterzy, modelki.